III Zlot Porsche Classic Forum

W drugi weekend czerwca, razem z przyjacielem wybraliśmy się na III zlot organizowany przez Porsche Forum Classic. To, że zlot odbywał się w dniach 9-11 było dowodem na to, że organizatorzy przygotowali całą imprezę z pieczołowitością godną kampanii teamu z Zuffenhausen przygotowującego się do Le Mans.

Bazą był XVII wieczny zamek w Rydzynie. Niegdysiejsza rezydencja króla Stanisława Leszczyńskiego zachwyca okazałością i rozmachem, przypominając o dawnej świetności. Ze względu na odbywającą się na Zamku w piątek imprezę część uczestników, w tym My, ulokowana została w pobliskim hotelu. Wspominam o tym właściwie tylko dlatego, aby podziękować raz jeszcze Przemkowi, który z poświęceniem kursował i przewoził uczestników między hotelem a zamkiem. Bez niego nie wiem jakbyśmy wrócili.

Piątkowy wieczór spędziliśmy na zamkowym dziedzińcu, gdzie po zaspokojeniu głodu i pragnienia, mogliśmy się lepiej poznać z resztą uczestników. Część z nich mieliśmy już przyjemność poznać na ostatnim spotkaniu Porsche Club Classic w Łagowie i innych sprzyjających okolicznościach. Z innymi spotkaliśmy się po raz pierwszy. To naprawdę fantastyczna okazja do poznania ciekawych ludzi. Korzystając z okazji zachęcam każdego posiadacza klasycznego Porsche do udziału w tego typu zlotach. Niezależnie od tego czy swój wymarzony samochód posiada od wielu lat czy dopiero rozpoczyna swoją przygodę. Sprawdza się tutaj doskonale motto, które powiedział mi kiedyś mój znajomy Darek Krupa: Łączy nas ta sama pasja.

Sobotni poranek przywitał nas mżawką, jednak zapał i entuzjazm blisko 40 załóg rozwiał po drodze chmury. Kiedy dojechaliśmy do pobliskiego Wolsztyna słońce kierowało na nas swoje promienie. Co naturalnie skierowało rozmowy na temat tego czy ktoś był szczęśliwym posiadaczem klimatyzacji, czy też tak jak w naszym przypadku chłodził się w ten sam sposób co silnik – powietrzem. W Wolsztynie odwiedziliśmy parowozownię. Przyznam, że ogromne wrażenie robi potęga czystej inżynierii, masy żelaza i siły jaką emanuje poruszająca się lokomotywa. Z jednej strony może to zabrzmieć śmiesznie, jednak na żywo robi wrażenie.  Ciekawostką było dwóch starszych panów siedzących na ławeczce przy parowozowni, początkowo uznałem ich za lokalny koloryt, jednak jak się okazało byli to starsi Anglicy, którzy przyjeżdżają tu aby popracować przy lokomotywach.

Z parowozowni ruszyliśmy do zlokalizowanego także w Wolsztynie skansenu, gdzie ku mojej uciesze czekał pyszny placek z rabarbarem. Po wypoczynku i zwiedzeniu skansenu ruszyliśmy na obiad. Po zaspokojeniu głodu i wzmacniającej kawie, udaliśmy się  w kierunku Gostynia, zaliczyć najciekawszy punkt całej imprezy. Mam tu a myśli prywatne muzeum Macieja Pedy. O muzeum tym wiedziałem od dawna, od dawna też nosiłem się z zamiarem jego odwiedzenia i jestem bardzo wdzięczny za to, że w końcu się udało. Kolekcja ta jest gromadzona z nastawieniem na jakość i niepowtarzalność samochodów. Niewątpliwą perłą zbioru jest Bugatti typ 40 z 1928 roku, podziwianie charakterystycznego bloku silnika i chłodnicy w kształcie podkowy, świadomość tego, że odpowiedzialny za to był sam Ettroe Bugatti sprawiało niewiarygodne wrażenie. Inne zgromadzone egzemplarze, takie jak przepiękne BMW 315/1 czy Maserati 3500 GTI również budziły wielkie emocje.  Mogliśmy także zobaczyć samochody oczekujące na przywrócenie dawnego blasku, dzięki czemu można lepiej zrozumieć jaki ogrom pracy i umiejętności jest potrzebny aby osiągnąć końcowy efekt. Pasja kolekcjonerska Pana Pedy nie ogranicza się jedynie do samochodów, w swoich zbiorach posiada on także lokomotywę, walec parowy czy silniki lotnicze, niewątpliwie jest to postać intrygująca i pasjonująca. Podobnie zresztą jak jego sąsiad, który zgromadził imponującą kolekcję pojazdów militarnych łącznie z czołgami i transporterami opancerzonymi.

Z Gostynia udaliśmy się w z powrotem do Rydzyny, tym razem wszyscy już zakwaterowani byliśmy w zamku. Otoczony był on fosą, w której żaby urządzały nieprzerwany koncert, zastanawiam się czy nie były dodatkowo pobudzone widokiem tylu żabich świateł, tak charakterystycznych dla starszych modeli Porsche.

Wieczorem w imponującej sali balowej, czekała kolacja i zabawa z muzyką. Następnego ranka ze względu na rodzinne zobowiązania musieliśmy się niestety urwać wcześniej i nie wzięliśmy już udziału w prezentacji samochodów na rynku w Lesznie.

Podsumowując był to wspaniale spędzony czas, uczucie jazdy w kolumnie 40 klasycznych Porsche, przyjazna i otwarta atmosfera, nowe znajomości to wszystko składa się na bezcenne wspomnienia i czystą przyjemność dzielenia pasji ze wspaniałymi ludźmi. Wielkie dzięki dla mojego przyjaciela Rycha, za możliwość udziału w tej imprezie, jak i dla wszystkich jej uczestników, za stworzenie takiej atmosfery.

Wiktor Słup-Ostrawski