Max Hoffman

Wprowadził na rynek amerykański takie marki jak: Porsche, Mercedes-Benz, Jaguar, BMW, Delahaye, Alfa-Romeo i wiele innych. To głównie dzięki niemu do produkcji trafiły takie legendy motoryzacji jak Mercedes 300 SL, BMW 507 czy Porsche Speedster. Odnosił też sukcesy jako kierowca wyścigowy. Za swoje sukcesy w sezonie 1952, które odnosił na własnym Glockler Porsche, otrzymał od Ferrego Porsche srebrną statuetkę modelu 356. Jego wkład w rozwój tej marki jest nieoceniony. Z czasem znajdował nabywców na 70 % rocznej produkcji samochodów z Zuffenhausen.

Pisząc o ludziach mających wielki wpływ na historię motoryzacji, przeważnie skupiamy się na projektantach, inżynierach czy kierowcach. Z jednej strony Max Hoffman wpisuje się w ten kanon jednak zdecydowanie się w nim nie mieści. Określany mianem „Duveena branży motoryzacyjnej” niewątpliwie należy do osób, które wywarły największy wpływ na kształt europejskiej motoryzacji w Stanach Zjednoczonych. Dodatkowo biorąc pod uwagę znaczenie tego rynku dla europejskich producentów samochodów, zwłaszcza tych mniejszych jak Porsche, eksport za Ocean był i jest czynnikiem określającym kondycję firmy. Można by zadać sobie pytanie gdzie obecnie byłoby Porsche gdyby Max Hoffman nie znajdował nabywców na około 70 % rocznej produkcji ? Być może znalazłby się inny importer jednak po wojnie czasy były inne a europejskie marki praktycznie nie znane w USA, dlatego potrzeba było kogoś z odpowiednim zacięciem, kontaktami i głową na karku. W okresie powojennym, praktycznie do końca swojej działalności to jest do 1975 Max Hoffman był jednym z najbardziej wpływowych ludzi w branży motoryzacyjnej. Na jego życzenie producenci budowali specjalne modele, które nieraz sam poprawiał, ponieważ jak nikt ze starego kontynentu znał oczekiwania amerykanów.

Urodzony niedaleko Wiednia 12 listopada 1904 roku, był synem producenta rowerów. Z tego względu przez warsztat przetaczały się także pierwsze samochody i motocykle, ponieważ nie było jeszcze wówczas warsztatów stricte samochodowych. Ojciec Hoffmana był jednym z pierwszych posiadaczy samochodu w Austrii, których w trakcie swojego życia posiadał wiele. Max Hoffman miał zatem okazję obserwować rozwój motoryzacji niemalże od samego jej początku. Zainteresowanie samochodami było silne już od lat młodzieńczych. Jak sam mawiał miał cztery wielkie miłości swojego życia. Pierwszą był Amilcar za kierownicą którego zdobywał pierwsze doświadczenia kierowcy wyścigowego, wkrótce został kierowcą fabrycznym w firmie Grofri, która budowała samochody na licencji francuskiego Amilcara. Został także oficjalnym dealerem marki. Z roli etatowego kierowcy zrezygnował w 1934 roku i skupił się na działalności sprzedażowej. Atmosfera w Europie końca lat 30 gęstniała, Hoffman przeniósł się wówczas do Paryża, skąd kontynuował prowadzenie interesu. Nie zagrzał jednak długo w stolicy Francji, w 1941 wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. Od początku planował sprzedawać tam europejskie samochody jednak w grudniu Ameryka przystąpiła do Wojny, co zmusiło go do odłożenia swoich planów. W tym okresie zajął się wytwarzaniem sztucznej biżuterii do kostiumów, pozwoliło mu to na zebranie kapitału, na zrealizowanie swoich planów po zakończeniu działań wojennych. W 1947 założył Hoffman Motor Car Company, jak można było przeczytać w czerwcowym wydaniu magazynu Road & Track “Europa na Park Avenue. Wraz z otwarciem w Nowym Yorku, nowego salonu Hoffman Motor Car Company przy Park Avenue 487, nowojorczycy mają teraz okazję zobaczyć na własne oczy przykłady najlepszych i najbardziej luksusowych samochodów świata.” W chwili otwarcia w salonie znajdował się tylko jeden samochód, czteroosobowe coupe Delahaye. Niemniej posiadał wyłączne przedstawicielstwo takich marek jak: Alfa-Romeo, Lancia, Daimler, Allard, Lanchester, Hotchkiss i H.R.G. Nie zamierzał jednak poprzestać na tym i pozyskiwał dalsze przedstawicielstwa, do 1949 reprezentował m. in. Jaguara, Rolls-Royce’a, Bentley’a, Austina, Coopera, Rovera, Lea Francisa i Morgana. Dla europejskich producentów sportowych i luksusowych samochodów czasy po II WŚ nie były sprzyjające. Odbudowująca się Europa nie była wymarzonym rynkiem zbytu na takie dobra. Inaczej sprawa wyglądała w Stanach, dzięki dużym zamówieniom, również z europy było tam dużo więcej potencjalnych odbiorców. Przedstawicielem Porsche, które było jego drugą wielką miłością, Hoffman został dzięki szwajcarskiemu dziennikarzowi nazwiskiem Troesch. Należy pamiętać, że Niemcy mieli wówczas znacznie utrudnione podróże, zdobycie wizy do USA było niełatwym zadaniem. Co innego dla neutralnych szwajcarów. Przebywając w NY, Troesch pokazał Hoffmanowi zdjęcia Porsche 356 i zapytał czy ten byłby zainteresownay sprzedażą tego samochodu, Hoffman był przychylny pomysłowi. Troesch udał się do Profesora i przekazał mu informację. Porsche napisał wówczas list do Hoffmana i tak zaczęła się współpraca. Po raz pierwszy spotkali się na Salonie Paryskim 1950 roku, imprezie która dla Profesora miała szczególne znaczenie i którą odwiedzał rok rocznie.

Pierwszy transport Porsche do Ameryki obejmował dwa samochody, 1100 cm3 . Jeden z nich udostępnił Briggsowi Cunninghamowi a z drugiego korzystał osobiście. Szybko zaczęły przybywać kolejne egzemplarze, jednak początkowo nie było łatwo je sprzedać, były one bowiem dosyć drogie, a co więcej, nieznane. W tym czasie za cenę Porsche z małym czterocylindrowym silnikiem można było nabyć 3,5 litrowego, sześciocylindrowego Jaguara. Hoffman przekonywał jednak swoich licznych znajomych o wartości niemieckiego auta, osobiście demonstrował jego możliwości na Park Avenue, za przyzwoleniem policji. Jednak najlepszą promocją było pokazanie możliwości konstrukcji Porsche w wyścigach. W latach 50 tych Hoffman startował głównie na swoim Gloker Porsche. Jak sam powiadał: “Wcześniej ścigałem się różnymi samochodami, jednak od kiedy miałem Porsche, ścigałem się już tylko Porsche.” W 1951 brał udział w wyścigu górskim na Mount Equinox, gdzie osiągnął bardzo dobry wynik. Do tego stopnia, że kiedy Briggs Cunningham to zobaczył, stwierdził, że jest to niemożliwe i z pewnością musiało dojść do jakiejś pomyłki. Był na tyle zdeterminowany, że przekonał organizatorów do powtórzenia przejazdu. Hoffman pojechał ponownie i osiągnął równie dobry czas co za pierwszym razem. Za swoje osiągnięcia sportowe za kierownicą Porsche, Hoffman otrzymał od Ferrego Porsche srebrną miniaturę modelu 356, taką samą dostał Giovanni Lurani za zwycięstwo samochodem Porsche w Mille Miglia 1952. Był blisko związany z rodziną Porsche, miał też bardzo duży wpływ na oferowane przez firmę pojazdy. To za jego sprawą powstał model Speedster, który był odpowiedzią na potrzeby rynku na tańszy model z okrojonym wyposażeniem a dzięki temu o bardziej sportowym charakterze. Także na jego konto należy zapisać dodanie nazwy Spyder przy modelu 550 jak również posiadanie przez markę swojego logo. On to bowiem namówił Ferrego Porsche do zaprojektowania logo, do tej pory samochody oznaczane były jedynie nazwiskiem Porsche.

Trzecią wielką miłością Maxa Hoffmana był Mercedes – Benz. Był pierwszym importerem tej marki w Stanach Zjednoczonych. Historia tego mezaliansu, jest też historią tworzenia przez producentów samochodów, wersji na amerykański rynek a jej efektem jest jedno z najbardziej niepowtarzalnych i niesamowitych samochodów w dziejach motoryzacji, przez wielu uważany za najlepsze auto sportowe wszech czasów – Mercedes-Benz 300SL. To właśnie Hoffman naciskał na zarząd Mercedesa do stworzenia wersji drogowej opartej na wyścigowym modelu producenta ze Stuttgartu. Miał on zamówić 1000 egzemplarzy zanim jeszcze zapadła decyzja o jego produkcji. Przez związek z Mercedesem utracił jednak kontrakt z Jaguarem, marką na której zarobił sporo. Jak sam opowiadał w chwili premiery modelu XK-120, miał w Nowym Jorku jeden prototyp, ludzie ustawiali się w długie kolejki, żeby wpłacić 1000 $ depozytu, przy czym okres oczekiwania wynosił rok. Sam Hoffman nie był jednak zadowolony z produkcyjnych egzemplarzy, zarzucał im niesatysfakcjonujące wykonanie i kiepskie prowadzenie. Pomimo dochodów jakie uzyskał dzięki Jaguarowi nie zaliczał go do swoich wielkich miłości. Mercedes do dzisiaj gości w byłym salonie Hoffmana, przy Park Avenue 430.

Czwartą wielką miłością było BMW. Wzorem 300SL, Hoffman namówił zarząd fabryki z Monachium do budowy sportowego samochodu na rynek amerykański. Jego wizję na papier przelał jego przyjaciel Al Goertz. Powstało w ten sposób kolejne niesamowite dzieło – BMW 507. Niestety ze względu na aktualną sytuacją firmy produkcja okazała się znacznie droższa niż zakładano, było to przyczyną dla której model 507 nie odniósł sukcesu konkurenta ze Stuttgartu. W połowie lat 60 tych, Hoffman sprzedał wszystkie swoje przedstawicielstwa i zostawił tylko jedno – BMW. W ofercie monachijskiego producenta pojawiła się już neue klasse. Kolejny raz dealer z Nowego Jurku wywarł wpływ na producenta. Skłonił on BMW do zainstalowania do modelu 1600, dwulitrowego silnika, czego efektem było BMW 2002. Rosnące sukcesy w ameryce spowodowały sytuację w której producent musiał sam kontrolować dystrybucję swoich pojazdów. Max Hoffman sprzedał swoją firmę BMW w 1975, po czym przeszedł na zasłużoną emeryturę. Czas spędzał na podróżowaniu między swoimi domami na Florydzie, w Kalifornii i w Niemczech. Rozbudowywał także swoją kolekcję dzieł sztuki impresjonistycznej.

Zmarł w 1981, z fortuny jaką zgromadził w trakcie swojej wieloletniej kariery utworzono fundację charytatywną, która nosi imię jego i jego żony. Nie zostały tu omówione wszystkie samochody na które miał wpływ a jedynie te najistotniejsze, te z czterech największych miłości Amilcar, Porsche, Mercedes i BMW. Jak sam powiedział: “Te cztery marki lubiłem najbardziej ze wszystkich samochodów. Wszystkie cztery są nadzwyczaj doskonałymi i bezkonkurencyjnymi samochodami”.

Wiktor Słup-Ostrawski