Mercedes-Benz & Friends – Tempelhof 27-28.07.2011

W dniach 27-28 sierpnia 2011, na byłym lotnisku Tempelhof w Berlinie, odbył się bodaj największy w historii zlot Mercedesów. Pod hasłem Mercedes-Benz and Friends, odbyła się prawdziwa uczta dla miłośników motoryzacji, którzy świętowali 125 rocznicę opatentowania wynalazku, który nie przestaje nas fascynować.

Razem z zaprzyjaźnionym klubem miłośników Mercedesa, Mercedes Poznań Club, wyruszyłem na obchody 125 rocznicy opatentowania przez Karla Benza, jego trzykołowego “samochodu”. Przez kolejne lata wynalazek był systematycznie udoskonalany, a wszystkie etapy tej drogi można było oglądać na płycie lotniska Tempelhof w Berlinie. Oczekiwania były spore, jednak to co ukazało się moim oczom, o godzinie 5 rano kiedy dotarliśmy na miejsce, spełniło je wszystkie niemal zaraz po sprawnym załatwieniu formalności. A przez kolejne 12 godzin miało być tylko lepiej i lepiej, zdecydowanie wykraczając poza najśmielsze marzenia. Zanim przejdę do sedna, chciałbym tylko wyrazić słowa uznania dla organizatorów. Pomimo skali wydarzenia, nie było mowy o jakichkolwiek potknięciach organizacyjnych. Cała armia obsługi kierująca uczestników na miejsca, systematycznie sprzątająca cały teren lotniska, obsługa punktów gastronomicznych, wszystko to działało z typową dla Niemców sprawnością. Jedna rzecz jakiej mi brakowało to dokładnego programu do pobrania z oficjalnej strony. Przy ilości atrakcji jakie miały miejsce, nietrudno było przegapić niektóre z nich.

Wróćmy jednak do tego co było istotą całego tego wydarzenia. Z pośród powojennych Mercedesów na płycie lotniska znalazły się bodaj wszystkie modele, chociaż po powrocie i analizie tego co widziałem, odszedłem do wniosku, że nie przypominam sobie żebym spotkał CL W140. Ciekawe, jednak może tylko nie zauważyłem żadnego w gąszczu samochodów, które zjechały się ze wszelkich zakątków Europy i nie tylko. Zabawne, po pewnym czasie spacerowania między dziesiątkami SL wszystkich generacji, poczynając od Gullwinga i innymi, często naprawdę rzadkimi modelami, miało się wrażenie, że jest to całkowicie normalne. Pagoda stała się pospolitym roadsterem, od którego trudniej było wypatrzeć Beczkę w nadwoziu kombi. Chociaż nawet niektóre beczki kombi były reprezentowane przez egzemplarze jakich ze świecą szukać w codziennym życiu. Dotychczas nie maiłem okazji zobaczyć amerykańskiej wesji Biodiesel, jednak najbardziej niepowtarzalny był zbudowany na bazie W123, model 190 SLT wyprodukowany w jednym egzemplarzu, można by powiedzieć skrzyżowanie Mercedesa 190SL z W123 Kombi. Brzmi dziwacznie jednak efekt był całkiem estetyczny. Zresztą oceńcie sami:

Dotychczas nie miałem okazji zobaczyć na żywo Gullwinga, lotnisko Tempelhof okazało się miejscem, w którym udało mi się nadrobić to niedociągnięcie, i to w jakim stylu. Samych samochodów uczestników było ponad 20 , we wszelkich możliwych nadwoziach, piorunujące wrażenie robił zielony roadster, który wyglądał jakby zaraz miał wyruszyć na trasę wyścigu Carrera Panamericana.

Oprócz modeli sportowych nie zabrakło także tego z czego Mercedes jest równie znany – luksusu. Patrząc na Mercedesa 600 (W100), mistrzostwa jego wykonania i dbałości o szczegóły trudno zrozumieć dlaczego mając wybór, ktoś w ogóle decyduje się na współczesne luksusowe auto. Nawet stojący na szczycie w hierarchii limuzyn Maybach nie robił takiego wrażenia dostojeństwa i wygody jak wspomniany 600 czy na przykład Adenauery.

Ale Mercedes to przecież nie tylko samochody osobowe. Busy, vany, ciężarówki, czego dusza zapragnie. Ilość wersji w jakich występowały Unimogi z całej swojej długiej historii trudno zliczyć. O niektórych z nich nie miałem nawet pojęcia.

Wracając jeszcze na chwilę do czysto sportowych akcentów zaprezentowanych przez uczestników zlotu, chciałbym zwrócić uwagę na kilka wyjątkowych egzemplarzy. Związek Mercedesa z serią DTM zaowocował powstaniem kilku niesamowitych samochodów krótko seryjnych. Mercedes 190 Evo I i Evo II robi wrażenie samochodu napędzanego dynamitem, z masywnymi poszerzeniami i potężnym spoilerem emanuje mocą w każdym calu. Aby uczcić zwycięstwo Mercedesa w DTM w sezonie 2003, wypuszczono 100 egzemplarzy CLK DTM , jeden z nich znalazł się w Tempelhof, nie trzeba chyba dodawać, że z standardowym CLK miał niewiele wspólnego. Pojawiły się także samochody, które od samego początku swojego istnienia miały być potwornie szybkie i rzadkie. Wydawałoby się, że nic nie może spełniać tego warunku lepiej niż Mercedes McLaren SLR, znalazł się jednak samochód, który prześcignął SLR’a w segmencie super samochodów – Isdera Impeator 108i. Obłędny samochód, jeden z około 30 wyprodukowanych egzemplarzy, jak wszystkie wyposażony w ośmiocylindrowy widlasty silnik mercedesa. Bezcenne wspomnienie.

Wszystkie opisane powyżej atrakcje (było ich znacznie więcej) były jednak zapewnione przez licznie przybyłych uczestników zlotu. Co w takim razie zrobił Mercedes-Benz? Oj sporo, na bark atrakcji nikt nie mógł narzekać, nieważne, czy miał 2 czy 92 lata. Organizatorzy zadbali o moc atrakcji. Na obchodach 125 rocznicy panowała atmosfera rodzinnego pikniku, liczne zajęcia przygotowano dla dzieci w każdym wieku. Uczestnicy mogli na własne skórze poczuć najnowsze zdobycze i osiągnięcia Mercedesa. Wystarczyło stanąć w kolejce aby przejechać się z doświadczonymi kierowcami Smartem, który w ich rękach był wykorzystywany na granicy swoich możliwości. Na placu obok, prezentowano systemy bezpieczeństwa, takie jak system przygotowania przed wypadkiem czy system automatycznego dostosowania odległości przed jadącym z przodu samochodem. W innej części można było przekonać się o możliwościach terenowych modeli, na czele z G klasą. Jeśli ktoś lubi duże samochody, to miał okazję zasiąść w tych największych, potężne ciągniki siodłowe Actross manewrowały po wydzielonej dla nich przestrzeni razem z samochodami dostawczymi. Jednak najdłuższa kolejka ustawiała się do przejażdżki samochodami AMG. CLS 63 AMG w rękach doświadczonego kierowcy z AMG Driving Academy zdolny jest do niesamowitych rzeczy, a wrażenia jakich dostarcza są niezapomniane. Obok CLS’s z gamy AMG przejażdżki można było odbyć SLS, C i E Klasą. Raz po raz dając odpocząć hamulcom, wspomniane modele AMG, ustępowały miejsca pokazom SLR’a czy też C-klasy startującej w serii DTM.

Wrócimy jeszcze na ten prowizoryczny tor, na którym miało miejsce najbardziej, w moim odczuciu, emocjonujące wydarzenie. Ale to za chwilę. W dwóch hangarach znajdujących się na lotnisku Mercedes zorganizował wystawy. W pierwszym prezentowany się oficjalne kluby głównie wszelkich generacji SL m.in. 300 SL, 113 SL, ale także samochodów zabytkowych i S czy G klasy. Samochody tam zaprezentowane były w stanie absolutnie perfekcyjnym.

W drugim hangarze prezentowane były osiągnięcia Mercedesa jak i dziedzictwo któremu niełatwo sprostać. Na okrągłych podestach, obok siebie przedstawione były dawny i stosowny współczesny model. I tak w parach znalazły się m. in. SLS i Gullwing, CLS i 500K , SLS GT3 i 300 SEL 6.8 AMG, Maybach Landaulet i Maybach DS 8 Zeppelin. W hangarze była też prezentowana nowa A klasa i innowacyjne systemy wykorzystywane w najnowszych modelach marki.

Niewątpliwie jednak jedno wydarzenie w trakcie zlotu zasługuje na szczególną uwagę. Dla niego samego warto byłoby pojechać i na koniec świata. Legendarne Srebrne Strzały z lat trzydziestych i pięćdziesiątych. Początkowo znajdowały się w wydzielonym namiocie, zachwycony z możliwości zobaczenia ich z odległości kilku centymetrów myślałem, że nie może być lepiej. Jednak kolejny raz tego dnia okazało się, że może. Kiedy zobaczyłem, pracowników Mercedes Benz Classic wytaczających te wspaniałe maszyny i kierujących się w stronę prowizorycznego toru, o którym wspominałem wcześniej pomyślałem sobie, że to dzień dziecka i święta bożego narodzenia w jednym i to w dodatku zsumowane z okresu całego mojego życia. Staranne przygotowania, montaż świeżych świec i w końcu Ten dźwięk. Samochody Fangia, Mossa, Caraccioli, Langa czy von Brauchitscha przemówiły, wykrzykując swoją chęć do wdarcia się na tor i pożarcia go tak jak to robiły na torach całego świata. Widoku sunących bokiem bolidów i walczących z wielkimi drewnianymi kierownicami kierowców nie zapomnę do końca życia, chyba nic nie może się z tym równać. Z jednej strony wspaniały wygląd i dźwięk, moc którą widać gołym okiem, z drugiej strony wszystkie historie jakie czytałem na temat tych epickich batalii w wykonaniu wspomnianych wcześniej kierowców, największych z największych. Wszystko to sprawiało, że było to niemal mistyczne doświadczenie.

Pomimo pogody, która nie rozpieszczała uczestników, cała impreza była w każdym calu udana. Niestety nie udało się zostać na drugim dniu zlotu, niemniej starałem się maksymalnie wykorzystać czas jaki spędziłem na lotnisku Tempelhof. Warto jeszcze wspomnieć na zakończenie, że wśród uczestników zlotu znalazła się całkiem spora reprezentacja samochodów z Polski, które w większości nie ustępowały pozostałym pojazdom z gwiazdą na masce. Jeszcze raz chciałbym podziękować członkom Mercedes Poznań Club, za miłe towarzystwo i pełen wrażeń dzień. Nie pozostaje teraz nic innego jak zacząć skreślać dni do 150 rocznicy powstania pierwszego samochodu.

Wiktor Słup-Ostrawski