Polish Racing Drivers of America

Jeśli ktoś na przełomie lat 60. i 70. XX wieku za granicą słyszał o Polakach w sporcie samochodowym to najprawdopodobniej dzięki osiągnięciom Sobiesława Zasady i kilku innych kierowców rajdowych. Poza tym chlubnym wyjątkiem, z wiadomych powodów podyktowanych sytuacją gospodarczo-polityczną naszego kraju nikt raczej nie utożsamiał polaków jako istotnych graczy na torach wyścigowych świata.

Z takim przekonaniem żyłem przez długie lata do czasu aż pewnego razu natknąłem się na historię, która przekonanie to zrewidowała. Kiedy w naszym kraju ścierali się ze sobą stronnicy Gomułki i Gierka, za wielką wodą; w kraju orędowników demokracji, trzech amerykanów polskiego pochodzenia założyło osobliwe stowarzyszenie o nazwie Polish Racing Drivers of America – PRDA. Towarzystwo to jednak nie miało nic wspólnego z górnolotnym poczuciem dumy narodowej typowym dla naszego polskiego ego. Nic w tym dziwnego, bowiem żaden z założycieli nie mówił po polsku, nie był nigdy w Polsce, a ich polski rodowód sięgał kilku pokoleń. Koniec lat 60. w Ameryce to okres eskalacji walki o prawa obywatelskie, w 1968 na fali ogólno krajowych protestów i demonstracji w wyniku zamachów zginęli Martin Luter King i Robert Kennedy. Kwestie tolerancji rasowej nie były w owym czasie tematem żartów. Zupełnie inaczej sprawy się miały w odniesieniu do humorystycznego podejście do etnicznego pochodzenia białych obywateli ameryki, dowcipy o Polakach, Włochach czy Grekach nikogo nie gorszyły, tym bardziej jeśli płynęły z ust samych zainteresowanych. Właśnie taki charakter miało stowarzyszenie skrywające się za inicjałami PRDA. Zresztą jego charakter najlepiej określają warunki, z których co najmniej jeden musiał zostać spełniony przez aspirującego do przystąpienia do tego „zacnego” grona:

1. Być kierowcą wyścigowym polskiego pochodzenia,
2. Być kierowcą wyścigowym bez polskiego pochodzenia
3. Mieć polskie pochodzenia ale nie być kierowcą wyścigowym
4. Nie być kierowcą wyścigowym

Jak widać podejście było raczej liberalne i pozbawione etnicznych uprzedzeń, a za całe trzy dolary można było stać się dożywotnim członkiem PRDA. W sumie ilość członków do dnia dzisiejszego przekroczyła 6000, wśród nich znalazły się też takie sławy jak np. Paul Newman z numerem legitymacji 310.

Zastanawiacie się pewnie kim byli założyciele PRDA, otóż prezesem został Oscar Koveleski, twórca bodaj największej w stanach firmy wysyłkowej specjalizującej się w sprzedaży modeli samochodów i wszelkich akcesoriów z tym związanych – Oscar‘s Auto World. Interes szedł całkiem nieźle, co pozwoliło mu realizować swoje własne marzenia. Ścigać zaczął się jeszcze w wieku lat osiemnastu na przerobionym MG w bardzo popularnych wówczas wyścigach amatorskich organizowanych przez Sports Car Club of America. Razem z rozwojem biznesu wysyłkowego przyszedł czas na kolejne samochody. Wśród nich znalazło się Ferrari 857 z wmontowanym 8 cylindrowym silnikiem Chevroleta, które później sprzedał Andyemu Warholowi. Później było jeszcze lepiej, w końcu były to złote czasy amerykańskiego motorsportu. Czy określenie ‘wielkość ma znaczenie’ jest słuszne czy nie to już pozostawiam wam do rozstrzygnięcia, z pewnością jednak w omawianym okresie tym co miało znaczeni była moc, która do czasu pojawienia się porsche 917/30 pozyskiwana była głównie z pojemności. Jeszcze nigdy przed ani po serii Can Am świat sportów motorowych nie był świadkiem wyścigów z tak brutalną mocą samochodów. Jeśli dodać do tego fakt, że seria Can Am oferowała zwycięzcom jedne z najwyższych, jeśli nie najwyższe nagrody pieniężne ze wszystkich serii wyścigowych rozgrywanych na świecie to mamy przepis na kwintesencje rywalizacji w sporcie samochodowym. W przeciwieństwie do obecnych czasów, wówczas dyscyplina ta była otwarta dla prywatnych zespołów, które mogły zaopatrzyć się w samochód np. McLarena czy Lola i z jedno czy dwu osobowym teamem brać udział w wyścigach. Koveleski słusznie z tego skorzystał startując w serii Can Am na McLarenach

Drugim założycielem był Brad Nimieck, który zajmował się marketingiem serii wyścigowej Can Am, sam jednak nie był kierowcą. Co innego trzeci z twórców PRDA – Tony Adamowicz. Jego biogram zasługuje na osobny artykuł, bowiem Tony jako jedyny z całej trójki był profesjonalnym kierowcą wyścigowym. Systematycznie piął się po szczeblach sportowej kariery: w 1968 roku wygrał mistrzostwo Trans-Am w kategorii do 2 litrów, a rok później zdobył mistrzostwo w Formule 5000. Startował też w Le Mans w zespole NART Ferrari w 1970 roku kiedy Steve McQueen kręcił film, który wszyscy dobrze znamy (Ferrari Adamowicza widać w scenie kiedy jest wypakowywane z transportera). W trakcie wyścigu miał miejsce niemiły epizod, kiedy pod mostem Dunlopa , Adamowicz stracił na chwilę przyczepność na mokrym torze, w wyniku czego obrócił się kilka razy i uderzył w bandę. Na szczęście dla niego wypadek nie wykluczył go z dalszej jazdy. Kiedy zjechał do boksu podszedł do niego McQueen, pytając co się stało. Tony zrelacjonował swoją chwilę grozy na co aktor miał spuentować słowami „obawiam się, że nasz samochód z kamerą tego nie uchwycił, czy nie maiłbyś nic przeciwko żeby to powtórzyć ?”. W 1970 startował też w 1000 km Monza w Porsche 917. W 1971 powrócił na start w Le Mans, tym razem za sterami Ferrari 512M, które razem z Samem Poseyem doprowadzili do mety na trzecim miejscu za dwoma Porsche 917. W swojej karierze startował wieloma niezwykłymi i fascynującymi samochodami, głównie w wyścigach długodystansowych.

Czym właściwie zajmował się ten osobliwy klub ? Prawdę mówiąc trudno powiedzieć. Oscar Koveleski w jednym z artykułów w rozsyłanym członkom newsletterze (1977), informuje w żartobliwym tonie, że wybrał siebie na kolejny rok jako przewodniczącego (ponieważ tylko przewodniczący miał prawo głosu, nie było z tym problemu – jak tłumaczył- takie rozwiązanie eliminowało zbędne koszty). Na wszelki wypadek przypomniał także zasady funkcjonowania PRDA, w jego słowach przedstawiały się one następująco:

„Na wypadek gdyby niektórzy z was zapomnieli jakie mamy cele, one są proste: ‚Nie mamy żadnych’. Gdybyście zapomnieli do czego zobowiązuje was bycie członkami: ‚Do niczego’. Gdybyście chcieli przybyć na spotkanie: ‚Tych również nie ma’. Ponadto nie spodziewajcie się żadnych listów z prośbą o oddanie głosu, z zaproszeniem na spotkanie czy z przypomnieniem o uiszczeniu składki. Z założeniami takimi jak powyższe, każdy klub może odnieść tylko sukces !”

Jednak pomimo faktu, że członkowie nie byli zobligowani do żadnych aktywiści to jednak nie stali biernie: przyszywali sobie naszywki PRDA i startowali w wyścigach w całym kraju. Przez wspomniany już newsletter informowali się o wzajemnych osiągnięciach. Znaleźć w nim można było także wzmianki o sukcesach polskich kierowców, przykładowo w numerze z 1973 roku zamieszczono reprint artykułu mówiącego o udziale Polaków w rajdzie Press on Regardless. Jednak działalność klubu związana była głównie z trójką założycieli, którzy byli głównymi reprezentantami klubu w wyścigach.

Może się wydawać, że taki twór w ogóle nie miał sensu i że nie był zdolny wywołać zainteresowania, jednak przez lata przystąpiło do niego kilka tysięcy członków. Kiedy zacząłem zbierać materiał do artykułu nie przypuszczałem, że ktoś może jeszcze kojarzyć klub założony ponad czterdzieści lat temu. Jednak zapomniałem jak szczególne miejsce w historii amerykańskiego sportu motorowego odgrywają takie serie wyścigowe jak Formuła 5000 i przede wszystkim Can Am. Szukając zdjęć do artykułu, zwróciłem się z prośbą do grupy Can-Am History na facebooku. Kilka minut później odezwało się kilkanaście osób, wszyscy doskonale kojarzyli temat.

Oscar Koveleski cały czas jest zaangażowany w środowisko historycznych wyścigów Can Am. Tony Adamowicz również nie złożył broni, ściga się w historycznych wyścigach Formuły 5000.

Trzeba przyznać, że to dosyć barwny epizod polskiego sportu motorowego, nawet jeśli jego polskość jest trochę naciągana.

Na zakończenie warto jeszcze wspomnieć o jednym wydarzeniu związanym z działalnością PRDA. Z pewnością pamiętacie film z Davidem Carradinem Cannonball lub jego kolejną wersję z Burtem Reynoldsem Cannonball Run . Inspiracją do nakręcenia tych filmów był faktyczny wyścig rozgrywany pięć razy w latach ’70. Otóż w pierwszej edycji wzięli udział ojcowie założyciele PRDA. W gonitwie z Nowego Jorku do Los Angeles każdy z uczestników mógł wybrać dowolne auto, nasza trójka wybrała vana Chevrolet, do którego zostały zapakowane dodatkowe zbiorniki paliwa, które w sumie pomieściły 1100 litrów 130 oktanowej benzyny wykorzystywanej w samochodach serii Can Am. Dzięki systematycznej i ciągłej jeździe udało im się pokonać większość szybszych aut, przyjeżdżając do Los Angeles na drugim miejscu, dwadzieścia minut za Danem Gurneyem i Brockiem Yatesem jadącymi w… Ferrari Daytona. Jak widać idea Gumballa to nic nowego, Polacy robili to już dawno.

Fot. Richard Reeves

Wiktor Słup-Ostrawski